Nasz Wałbrzych - niezależny portal miejski

wtorek, 15-10-2019r., godz. 15:29 kalendarium»
imieniny: Jadwigi, Leonarda, Teresy prezent»
zobacz swój horoskop na dziś»
pogoda w serwisie Onet.pl»
Interesuje Cię reklama w portalu? Zadzwoń 513-356-714






walbrzych.info poleca

zobacz też
* Jedno oko na Maroko cz.1
* Propozycje turystyczne

2010-05-17 / 22:00

Foto: Mt. Toubkal [update, film]

dodał: Bartek Mazur

Przygoda z górą zaczyna się w Marrakeszu, gdzie znajduje się baza wypadowa dla większości wypraw na Toubkal i inne góry Atlasu Wysokiego. Nocujemy w pięknym riadzie z drzewkami pomarańczowymi na dziedzińcu, wśród których uganiają się śpiewające ptaki. Najlepsze miejsce w jakim spaliśmy w całym Maroko, prawdę mówiąc to ja nie chciałem się stamtąd wynosić, tak mi się podobało. Ale magnetyzm Toubkala, który jest głównym punktem wyprawy sprawia, że nie ma mowy o jakichkolwiek zmianach planów. Z dachu naszego riadu widać ośnieżone wierzchołki - to ledwie 50 kilometrów od Marrakeszu. Następnego dnia rano udajemy się na dworzec autobusowy, gdzie dowiadujemy się, że autobusu nie ma i wpadamy w ręce naciągacza, który próbuje nas zaciągnąć do nieistniejącej taksówki. Gubimy go i idziemy na drugą stronę medyny* gdzie znajduje się postój grand taxis* i znajdujemy sympatycznego taksówkarza - Hamida, który daje się wynająć na pół dnia i oddaje się do naszej dyspozycji. Jedziemy z nim po dziewczyny do riadu, wrzucamy plecaki do bagażnika i ruszamy na południe do Imlil (1700 m n.p.m.) - wioski, z której zaczyna znakomita większość wypadów na najwyższą górę Maroka i Afryki Północnej. Mimo że Hamid jest sympatyczny, to jeździ jak prawdziwy Marokańczyk, a to oznacza że nie uznaje znaków drogowych, jeździ głównie lewym pasem i nie ściąga ręki z klaksonu. Dojeżdżamy jednak cało, żegnamy się, kupujemy szaliki i dogadujemy się z jednym gościem - mieszkańcem Imlil - co do wypożyczenia raków, zostawienia u niego plecaków i ewentualnego noclegu. Jest jeszcze wczesna godzina, więc przepakowujemy się szybko i czym prędzej ruszamy w trasę z zamiarem dotarcia na wysokość 3200 m n.p.m. gdzie znajduje się schronisko.

Mt. Toubkal Mt. Toubkal Mt. Toubkal Mt. Toubkal Mt. Toubkal Mt. Toubkal Mt. Toubkal Mt. Toubkal Mt. Toubkal Mt. Toubkal Mt. Toubkal Mt. Toubkal


Początkowo trasa wiedzie przez wioskę i znajdujące się w niej gaje z bliżej niezidentyfikowanymi drzewami. Przekraczamy kilkakrotnie strumień, raz wędrujemy korytem rzeki, mijamy po drodze wioskę Aroumd i znajdujące się na trasie sklepiki z colą, sokiem pomarańczowym i innymi produktami spożywczymi. Funkcję lodówki w takich sklepikach pełni strumień z lodowatą wodą i działa to nadspodziewanie dobrze. W końcu dochodzimy do Sidi Chamharouch gdzie oprócz kilku sklepików z pamiątkami można znaleźć grobowiec marabuta - muzułmańskiego świętego, do którego pielgrzymują Marokańczycy przynoszący swoje dzieci z upośledzeniem umysłowym w nadziei ich uzdrowienia. Tam dostajemy tradycyjne oferty kupna kobiet, jemy po kanapce i ruszamy w dalszą drogę.





Po drodze mijamy osiołki i muły objuczone tobołami, ich odchody znaczą drogę, którą musimy iść i mozolnie wspinamy się w stronę schroniska. Robi się coraz chłodniej wreszcie przy samym schronisku docieramy do granicy śniegu. Wędrówka zajmuje nam ponad 5 godzin ostrego marszu. Dogadujemy warunki noclegu, jemy pyszną kolację ( w górach jedzenie zawsze smakuje lepiej) i marzniemy bo wszystkie miejsca przy kominku są zajęte przez ludzi którzy tego dnia zdobyli Toubkal i grzeją się delektując się sukcesem. Temperatura w schronisku to jakieś 2-4 stopnie. Śpimy do 5 rano, ciężko się oddycha. Wstajemy, pijemy sagan gorącej herbaty, zwanej tu 'berber whisky'*, zakładamy raki i ruszamy w górę. Szlak jest przetarty, a my jesteśmy jednymi z ostatnich ruszających na szlak. Początkowo idzie gładko, ale kolejne metry to już wielki wysiłek. Nie jest łatwo, mimo że przydaje się przetarcie w naszych górach, to jednak wysokość robi swoje. Przyłącza się do nas Wojtek z Czech (pozdro Wojtek!) i w bezpośrednim sąsiedztwie maszeruje dwójka Hiszpanów. Przed wyjściem w pełne słońce smarujemy ryjki kremem z filtrem UV 30 co i tak niewiele da. Po około 3 godzinach marszu, 17 kwietnia o godzinie 9:40 idealnie w moje urodziny wchodzimy na szczyt. Pogoda dopisała idealnie. Na wierzchołku spędzamy prawie pół godziny pomimo zimna i przenikliwego wiatru. Robimy dużo fotek, kręcimy filmiki i pora zabierać się na dół. Jak wiadomo zejścia są gorsze niż wejścia i trzeba cholernie uważać, zwłaszcza że maszerujemy w rakach a wierzchołek jest raczej pozbawiony śniegu. Dochodzimy do miejsca gdzie już mozna zdjąć raki i przygotować się do zjazdu na pupie. I tak robimy. Zabawa jest wyśmienita, a ślizgi długie, mimo wszystko jest dość niebezpiecznie. Po jednym moim mistrzowskim ślizgu chłopaki łapią mnie żebym nie wleciał na skałki. Szybciutko docieramy do schroniska gdzie jeszcze jemy obiadek, od grupy Hiszpanów dowiadujemy się o islandzkim wulkanie i około godziny 14 schodzimy na dół. Ten dzień jest bardzo wyczerpujący. Pokonujemy 1000 metrów w górę i 2500 metrów w dół, a w poziomie około 25-30 kilometrów. Wieczorem mamy siłę tylko na jakiś tadżin* i po wieczornym nawoływaniu do modlitwy już grzecznie śpimy.

Mt. Toubkal Mt. Toubkal Mt. Toubkal Mt. Toubkal Mt. Toubkal Mt. Toubkal Mt. Toubkal Mt. Toubkal Mt. Toubkal Mt. Toubkal Mt. Toubkal


Atlas zdobywamy w składzie: Bartek Mazur, Jurek Klima, Kaśka Biziewska i Dorota Biziewska. Szczyt Toubkal zdobywają: Bartek Mazur i Jurek Klima, który okupił to kontuzją. Na resztę relacji z Maroko już teraz zapraszam na nowopowstającego bloga, o którym będę informować.

*tadżin - narodowa potrawa Marokańczyków składająca się z warzyw, sosu i kawałka mięsa gotowana w ceramicznym naczyniu i w nim podawana - wielkość naczynia zależy od tego ile potrawę będzie jeść osób
*medyna - tzw. stare miasto, najstarsza dzielnica miast arabskich, kilka z nich jest wpisane na światową listę dziedzictwa kultury UNESCO, m.in. wizytowane przez nas medyny w Fezie Marrakeszu i Essaouirze (dawnym portugalskim Mogadorze)
*grand taxis - tzw. duze taksówki z reguły kursujące na trasach pozamiejskich. Są to stare mercedesy beczki, do których oprócz kierowcy wsiada sześciu pasażerów - czterech na tylną kanapę, a dwóch obok kierowcy
*berber whisky - tradycyjny napój Marokańczyków w postaci herbaty gotowanej w kociołku z cukrem i miętą, bardzo mocna, bardzo słodka i... bardzo dobra








Tanie loty i promocje lotnicze


co czytamy w październiku
1. Koncert Punkowy
2. Sparing z liderem I ligi
3. Pieniądze po lekcjach
4. Śródmieście reaktywacja
5. Foto: Wyciek oleju w Szcz...

walbrzych.info
redakcja    reklama    logo, banery    regulamin    zgłoś błąd

Copyright © 2003-2019 walbrzych.info