Mijają obecnie dwie dekady od upadku komunizmu w Polsce, a Dzierżoniów ciągle nie może sobie poradzić z reliktami minionej epoki. W wymiarze osobowym związane jest to z zatrudnianiem lub wspieraniem finansowym ze środków publicznych osób pracujących dla reżimowej „służby bezpieczeństwa”.

W sferze symbolicznej - to brak reakcji na składane już od dwóch lat roku monity do władz wykonawczych związane odpowiednim „zaopiekowaniem się” pamiątkowymi tablicami z minionej epoki, które znajdują się na ul. Nowowiejskiej 6 (dawna ul. Botwita) poświęcona na Naftalemu Botwinie czy przy ul. Świdnickiej 23 (budynek Dzierżoniowskiego Ośrodka Kultury), a upamiętniającej działalność Polskiej Partii Robotniczej.
Na przedstawianym tu zdjęciu widzimy jedną z nich (pochodzącą z marca 1947 roku) i wstawioną w budynek przez społeczność żydowską miasta ku pamięci Izaaka Naftali Botwina (1905–1925), członka Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy. Organizacja ta była ostoją sowieckiego wywiadu, przeprowadzając akty terrorystyczne i dywersyjne przeciwko odradzającej się Polsce. Sam Botwin został zaś wyrokiem sądu doraźnego we Lwowie uznany za winnego mordu dokonanego 28 lipca 1925 roku na Józefie Cechnowskim i skazany za ten czyn na karę śmierci przez rozstrzelanie. Cechnowski był w owym czasie funkcjonariuszem polskiej Defensywy, odpowiednikiem współczesnych nam służb ochrony państwa. W okresie PRL-owskim jednak to nie on lecz właśnie N. Botwin stał się bohaterem. Pojawił się także w naturalny sposób w gronie "męczenników" komunizmu i był gloryfikowany. Wystawiano mu pomniki, na jego cześć nazywano place i ulice. Wystawiano także (tak jak to miało miejsce w powojennym Dzierżoniowie) pamiątkowe tablice.
Obecnie istnieje najwyższy czas, by tablice usunąć i przenieść do stworzonego (być może przy dzierżoniowskiej Izbie Regionalnej) lapidarium. Tam opatrzone odpowiednim komentarzem historycznym mogą dalej służyć edukacji historycznej.
tekst i foto: Tomasz Śnieżek