Zawsze myślałem, że ważniejsza jest książka, materialny ślad czyjegoś istnienia. Książka, która może przetrwać wieki. Chyba, że ją myszy zjedzą lub znajdzie się wcześniej w składzie makulatury.
W każdym domu są książki, o których autorach już dawno nikt nie pamięta. Pozostaje tylko nazwisko, podobnie jak na nagrobkach cmentarnych. Tutaj jeszcze dochodzi data urodzin i śmierci. Książka jest ważniejsza, bo w niej można się znacznie więcej dowiedzieć o autorze niż na obojętnie jakiej inskrypcji. Każda książka jest emanacją myśli autora, jest diapozytywem jego duszy. O książce napisano już tak dużo, że mogłoby się z tego ułożyć całe stosy nowych książek. Dlatego każda nowa książka jest ważna.

Piątkowy wieczór w Centrum Kultury w Głuszycy (27 stycznia b.r.) miał być promocją książki, pierwszej powojennej książki mojego autorstwa, opowiadającej i o najnowszej historii miasta, i o tajemnicach kompleksu „Riese” , a także wątpliwej hipotezie, że miała to być kwatera Adolfa Hitlera, i o walorach krajobrazowych Głuszycy, perspektywach rozwoju turystyki i wypoczynku w tej gminie. Tytuł książki - „Głuszyckie kontemplacje” – wskazuje na swobodę w doborze tematów i dowolności refleksji, co daje szansę na czytanie książki „na wyrywki”, zgodnie z zainteresowaniami i potrzebą chwili.
Nader uprzejmi Organizatorzy tego wieczoru zgodnie chyba z naszą polską tradycją, skoncentrowali się znacznie bardziej na osobie autora niż nad książką. Miałem więc okazję wysłuchać mnóstwa komplementów, odebrać listy gratulacyjne, bukiet najpiękniejszych „Pod Słońcem” kwiatów ( Przypominam, że „Pod Słońcem” to nazwa hotelu i restauracji, gdzie dzisiaj znajduje się Centrum Kultury), a także inne pamiątki od moich najbliższych. Moi najwspanialsi sojusznicy, Romana Więczaszek z Brzegu nad Odrą i Marek Juszczak z Knurowa, autorzy pięknych wierszy o swoim „gnieździe rodzinnym”, Głuszycy, obok cennych pamiątek wygłosili na mój temat peany pochwalne wierszem. Było więc pompatycznie i sentymentalnie.
Ale najpiękniejszym dla mnie prezentem była pełna sala widowiskowa Centrum Kultury, a w niej mnóstwo osób od najmłodszych do najstarszych, w tym Ci, których zasługą jest, że ta książka mogła się ukazać, a więc jej fundatorzy.
Prawdziwą okrasą uroczystości była obecność znanego nam w Głuszycy, Juliana Golaka z Nowej Rudy, kiedyś kilkumiesięcznego burmistrza naszego miasta, obecnie radnego Sejmiku Wojewódzkiego we Wrocławiu, ale przede wszystkim działacza kulturalnego Ziemi Kłodzkiej. O walorach turystycznych tego regionu, związkach z przygranicznym sąsiadem, Czechami, znaczeniu poznawania przeszłości i czerpania z niej dobrych wzorów służących promocji turystycznej Dolnego Śląska, mówił z przejęciem nasz specjalny gość tego wieczoru, Julian Golak. Wtórował mu Bartłomiej Ranowicz, znany wałbrzyski księgarz, przewodnik turystyczny, wykładowca Wyższej Szkoły Zawodowej w Wałbrzychu. Złożył on deklarację pomocy w rozpowszechnieniu książki w księgarniach Dolnego Śląska.

Szczególnym gościem uroczystości był jak zwykle skromny i małomówny, Józef Gruszka, prezes Funduszu Regionu Wałbrzyskiego, bez którego życzliwości i wyrozumiałości, ani książki, ani tej imprezy by nie było. To właśnie wsparcie finansowe Funduszu dla Stowarzyszenie Przyjaciół Głuszycy pozwoliło wydrukować książkę.
Piszę o tym na końcu, pomny biblijnej przypowieści, że ci którzy są na końcu będą pierwszymi.
Refleksyjny tytuł tego artykułu, kto jest ważniejszy, książka, czy autor , najtrafniej należałoby spuentować - ten kto daje pieniądze. I ja się w pełni podpisuję pod tym stwierdzeniem.
Stanisław Michalik