„Sputnik nad Polską” już trzecia edycja Festiwalu filmów rosyjskich, właśnie się zakończył. Prezentowano blisko dwadzieścia filmów, a także dwa pokazy filmów krótkometrażowych. Sputnik, co ważne, zahaczył także o Wałbrzych.
Festiwal miał miejsce w dniach 5-26 listopada, rozpoczął się w Warszawie, gdzie filmy były wyświetlane w dwóch kinach Kinotece i Kulturze, następnie zaś projekcje odbyły się w 26 miastach polski, m.in. w wałbrzyskim „Apollo”. Kto nie był i nie widział niech żałuje, bo naprawdę było co oglądać. Świetne filmy: m.in. „Lecą żurawie”, piękna historia miłosna, której obraz otwiera i zamyka klucz lecących Żurawi, jest opowieścią o parze młodych ludzi mających małżeńskie plany, przerwane wybuchem II Wojny Światowej. Kolejny film to „Dzikie pola”.

Młody lekarz Dimitrij Wasilijewicz (Oleg Dolin) wybiera życie z dala od cywilizacji, na bezkresnym kazachstańskim stepie. Tu rozpoczyna swoją praktykę lekarską. Ci przychodzą do niego nie tylko po pomoc medyczną, ale też, żeby porozmawiać, opowiedzieć o swoich rozmaitych problemach. Dużo piją, mają rozmaite przygody i powoli oswajają się z obecnością Dimitrija. „Los człowieka” to kolejny dramat wojenny, który można było oglądać w ramach festiwalowego repertuaru. Opowieść o Andrieju Sokołowie, któremu wojna zabrała wszystko. Całą rodzinę. Córka i żona zginęły podczas bombardowania, syn poległ na froncie zaledwie kilka dni przed zwycięstwem, a on sam dostał się do obozu jenieckiego.
I jeszcze jeden, moim zdaniem zasługujący na uwagę, film tego festiwalu, to „Dworzec dla dwojga”. Wzruszająca opowieść, których losy skrzyżowały się na dworcu kolejowym prowincjonalnego miasteczka. Na uwagę zasługująca kreacja Ludmiły Gurczenko, której powstać ulega spowodowanej przez miłość przemianie, z krzykliwej kelnerki z dworcowej restauracji w opiekuńczą i pełną oddania kobietę.
Wiktoria Blicharz