Melania Mazzucco napisała powieść niezwykłą. Przewrotną już na etapie tytułu, sięgającą głębiej niż sugerowałyby to banalna dość fabuła i przeciętni bohaterowie.
„ Taki piękny dzień” to opowieść o jednym dniu z życia kilku postaci, które tkwiąc ze sobą w rozmaitych relacja. Mamy tu Emmę, która uciekła od swojego zazdrosnego i aroganckiego męża, wystającego teraz pod oknami mieszkania jej matki z nadzieją na nikły choć kontakt z byłą żoną. Elio, polityk, przepełniony do granic swoją profesją i świadomością, że niestety tym razem w wyborach na pewno mu się nie powiedzie oraz jego żona, młoda i sfrustrowana przekonaniem, że w życiu nic już jej nie czeka. Syn Elia – Aris, zbuntowany i sprzeciwiający się ojcu na każdym możliwym polu. No i Sasha, niespełniony pisarz, żyjący w skrywanym przed światem związku.
„ Taki piękny dzień” to jednak nie tylko opowieść o przeciętnych, dosadnie prawdopodobnych ludziach. To przede wszystkim obraz ludzi głęboko nieszczęśliwych, tkwiących w życiowym impasie, który spowodowały ich złe, nierzadko świadome codzienne decyzje. Są to ludzie, którzy na pewnym etapie życia popełnili błąd, co gorsza błąd nie do naprawienia i spowodowany własnym, niewłaściwym zachowaniem. Nie mogą więc nikogo winić, tym bardziej pogłębiając swoją codzienną rozpacz.
Portret osób banalnych, takich, które sami możemy na co dzień spotkać, dodatkowo przygnębia czytelnika. Bo tym samym zwiększa prawdopodobieństwo osobistej porażki. Świadomość, że następnym razem paść może na mnie, działa jednak bardzo ożywczo. Nakłania do, gorzkiej co prawda, ale jakże potrzebnej refleksji, że życie to nie zestaw uformowanych przez odgórną siłę przypadków, ale konsekwencja naszych własnych, osobistych wyborów.
Najnowsza powieść Melanie Mazzucco to także manifest tego, że życie nie jest sprawiedliwe i szczęśliwe. Że czasem, na krótką chwilę tak się zdarza, jednak nigdy nie jest to stan permanentny, który moglibyśmy uznać za pewnik. Szczęście to coś, o co należy walczyć, ale przed wszystkim nieustannie i z mozołem formować. W przeciwnym wypadku możemy skończyć jak bohaterowie powieści, przegrani na skutek własnych, niefortunnych wyborów, dodatkowo przybici świadomością, że nie wiele uda się już zmienić.
Bardzo interesującym zabiegiem jest także tło powieści, którym jest Wieczne Miasto – Rzym , ciekawie przez autorkę spersonalizowane, odgrywające rolę ojca lub matki licznych synów marnotrawnych. Rzym jako rodzic, który przygarnia różnej maści wykolejeńców, wariatów, ludzi głęboko nieszczęśliwych, pozbawionych marzeń i nadziei.
Interesujący jest także język, gładki, dosadny, nie pozbawiony jednak melancholijnej często refleksyjnej warstwy, która idealnie nadaje się do opowieści o ludzkim, pogmatwanym wnętrzu.